Stambuł – miasto meczetów, kotów i pieczonych kasztanów

Wyprawa do Stambułu to zupełny spontan. Piotrek od miesięcy, dzień w dzień, śledził strony internetowe, podpowiadające, jak tanio można zwiedzać świat i, w końcu, dzięki stronie: http://www.fly4free.pl/, którą gorąco polecamy, zdobyliśmy bilety lotnicze do Turcji. Kosztowało nas to 450 zł za 2 osoby w obie strony (6-10 listopada 2011 r.). Natychmiast trzeba się decydować, bo zazwyczaj w ciągu 2 godzin po tanich biletach nie ma już śladu. Nie obyło się oczywiście bez ryzyka, gdyż nie mieliśmy pewności, że w 10 dni uda się nam załatwić kilkudniowe urlopy. Udało się! Lot z Warszawy do Stambułu trwał niecałe 2,5 godziny. Z lotniska Atatürk do centrum można się dostać na 2 sposoby: wygodnym autokarem linii Havas, co kosztuje 18 zł i trwa ok. pół godz., albo metrem i potem tramwajem, co kosztuje 7 zł, ale trwa ok. godziny i jest bardziej skomplikowane (dane z listopada 2011 r.). Co ciekawe, o tej drugiej opcji dowiedzieliśmy się dopiero w ostatni dzień pobytu od właściciela naszego hostelu. W Stambule najwyraźniej monopol na transport ma firma Havas, bo nawet w informacji turystycznej powiedziano nam, że to jedyna opcja, żeby dostać się na lotnisko.

Stambuł to miejsce wyjątkowe, które na długo zachowamy w pamięci. To miejsce ścierania się różnych kultur i narodowości, jednak, w gruncie rzeczy to miasto bardzo europejskie (fakt, że nie byliśmy po stronie azjatyckiej) i nastawione na turystów, co nas trochę rozczarowało. Stambuł to jednak przede wszystkim królestwo kolorów, zapachów i smaków. Nigdy wcześniej nie widziałam drugiego tak barwnego miasta. Tutaj jesienna depresja nie ma szans.

To, co w krajobrazie Stambułu króluje, to monumentalne meczety wraz z robiącymi ogromne wrażenie minaretami. Pięć razy dziennie można z nich usłyszeć tajemniczy i trochę przejmujący śpiew muezinów wzywających wiernych do modlitwy. Tworzy się wówczas niesamowity klimat. Ponieważ do Stambułu trafiliśmy w okresie święta religijnego Kurban Bajran (Święto Ofiarowania obchodzone przez cały świat muzułmański), wiele sklepów i aptek było zamkniętych, ale oczywiście całe turystyczne centrum tętniło życiem.

Stambuł

Z atrakcji turystycznych jedynie Wielki Bazar był przez 4 dni zamknięty, ale udało nam się go zobaczyć tuż przed wylotem. Jest to jeden z największych tego typu obiektów na świecie. Faktycznie robi wrażenie. Można na nim znaleźć niemal wszystko: odzież, pamiątki, lampy, ceramikę, przyprawy, słodycze i inne. Próbowaliśmy się tam nie zgubić, ale – niestety – nie udało się nam.

 

 

ZABYTKI

Jeśli chodzi o inne zabytki, bez zwiedzenia których nie wyobrażam sobie wizyty w Stambule, to wśród nich z pewnością jest pałac Topkapi, pełen mozaikowych niebiesko-zielonych wnętrz. Jest to  dawna siedziba sułtanów tureckich. Zwiedzanie haremu, za który dodatkowo się płaci, można sobie darować, gdyż mozaikowe motywy się powtarzają, a baldachim i lustro nie robią jakiegoś wyjątkowego wrażenia, ale na pewno trzeba zobaczyć przepiękną panoramę miasta rozpościerającą się właśnie z pałacu.

Gwoździem programu dla większości turystów jest oczywiście Hagia Sophia, czyli kościół Mądrości Bożej. Mimo ogromnej kolejki do kas biletowych, koniecznie trzeba zwiedzić tę świątynię, która, co ciekawe, kiedyś była świątynią chrześcijańską.

Hagia Sophia

Hagia SophiaHagia Sophia jest monumentalnym dziełem architektury z przepięknymi mozaikowymi zdobieniami wewnątrz. Stojąc w środku, z jednej strony myślałam sobie, jaki mały jest człowiek wobec tak potężnej budowli, a z drugiej – jak wielki, że potrafi coś takiego zaprojektować i wznieść, tak, by przetrwało kilkanaście wieków. Planując zwiedzanie Stambułu, warto pamiętać, że Hagia Sophia jest nieczynna w poniedziałki, zaś pałac Topkapi – we wtorki (stan na listopad 2011 r.).  Zwiedzając Stambuł, koniecznie trzeba wejść do kilku meczetów. Jest to bezpłatne, ale nie wolno zwiedzać w trakcie modlitw i trzeba zachować kilka prostych zasad: wchodzi się bez obuwia, kobiety powinny mieć głowę okrytą chustą, mieć zakryte ramiona oraz długą spódnicę lub spodnie, a mężczyźni powinni zadbać o długie spodnie. Najbardziej polecamy Błękitny Meczet – jeden z najsławniejszych w Stambule i najpiękniejszy, tuż po Hagii Sophii. Chociaż, muszę o tym wspomnieć, do dzisiaj kojarzy mi się ze strasznym smrodem. Meczet wyłożony jest ogromnym, miękkim dywanem, który po wizycie tysięcy bosych ludzi, nie pachnie już najlepiej. Wręcz trudno było się skupić na zwiedzaniu, ale naprawdę warto.

Będąc w Stambule, warto też zajrzeć do zatopionego pałacu, który stanowił niegdyś cysternę będącą zbiornikiem wodnym dla pałacu cesarskiego. Jej sklepienie wspiera się na 336 kolumnach. To miejsce robi naprawdę fajne wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują kolumny, których podstawą jest rzeźbiona głowa Meduzy.

zatopiony pałac

NAGANIACZE I PUCYBUCI

Zawód, który święci tu triumfy to zawód naganiacza. Naganiacze są na każdym kroku, przed niemal każdą restauracją i sklepikiem z pamiątkami. Nie da się przejść spokojnie, nie będąc zaczepianym i nie słysząc: „Just have a look”, „Beautiful bag for beautiful woman”, „I see you’re very hungry”, „Maybe sth to drink?”. Pierwszego dnia to wzbudza ciekawość, zwłaszcza jak któryś Turek wyskoczy z polskim tekstem, ale z czasem robi się naprawdę męczące. Nie można nawet rzucić okiem na wisiorek, by nie paść ofiarą naganiacza. Drugi nieśmiertelny w Turcji zawód to pucybut. Bez problemu można ich odnaleźć w Stambule, gdzie miejscowych w brudnym obuwiu faktycznie trudno spotkać.

 

STAMBUŁ KULINARNIE

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie popróbowali tureckiej kuchni. Narodowym daniem jest oczywiście kebab, wszechobecny na ulicach Stambułu i sprzedawany pod wieloma postaciami. My wybraliśmy kebab w bułce i nie zrobił na nas specjalnego wrażenia, pewnie dlatego, że przyzwyczailiśmy się do kebabów w wersji polskiej.

Będąc w Turcji, trzeba też spróbować tureckiej podłużnej pizzy zwanej pide. Naprawdę smaczna.

pide

Inne znane dania to: pilaw (danie z ryżu, baraniny i warzyw), manti (tureckie ravioli) i kӧfte (mięsne pulpeciki). Warto wspomnieć też o rozcieńczonym, słonym jogurcie zwanym ayran, który podaje się do wielu dań kuchni tureckiej.

Ze słodyczy koniecznie trzeba popróbować różnych rodzajów chałwy. Ja polecam chałwę z dodatkiem pistacji. Na deser warto też skosztować megasłodkiej baklavy (ciasto z miodem, migdałami i lukrem) oraz równie nieprzyzwoicie słodkich lokum czy rachatłukum (co w tłumaczeniu oznacza „ukojenie gardła”) wyrabianych z mąki ryżowej, podawanych w postaci galaretek z soku owocowego posypanych cukrem pudrem lub wiórkami kokosowymi, często z dodatkiem orzechów lub wody różanej.

Jest jeszcze jeden deser, który na Piotrku zrobił ogromne wrażenie – aşure – czyli pudding Noego. To deser z gotowanej pszenicy, ciecierzycy, orzechów i rodzynek (na zdjęciu po prawej stronie).

aşure (pudding Noego)

Jeśli chodzi o napoje w Turcji, podobnie jak w Maroku, rządzi herbata. Dla takiej herbaciary jak ja to istny raj.

Oprócz restauracji, warto zajrzeć też do jednego z barów, w których miejscowi gromadzą się licznie i palą fajkę wodną. Taka przyjemność kosztuje około 25 zł.

fajka wodna

W mojej pamięci Stambuł pozostanie miastem kotów, które kręcą się pod nogami niemal wszędzie, i pieczonych kasztanów. Sprzedawane są w bardzo wielu miejscach, a ich specyficzny zapach na długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Do dzisiaj wspominam też smak świeżo wyciskanego soku z granatów. Absolutnie trzeba takiego soku spróbować! Pychota!

Stambuł warto też zwiedzić promem. Podczas rejsu po Bosforze można obserwować z jednej strony Europę, a z drugiej – Azję. Nie pamiętam cen biletów. Nie były jednak wygórowane.

Stambuł to pierwsze tak wypełnione kolorami i zapachami miasto na mojej podróżniczej mapie. Oczywiście, parę lat później przebił je pod tym względem Bangkok.

Całkowity koszt wycieczki: 900 zł/os.

Co należy wziąć ze sobą?
Chustę, bluzkę zakrywającą ramiona, długą spódnicę lub spodnie (dla kobiet), długie spodnie (dla mężczyzn) – aby móc zwiedzać meczety.
Stoperan lub inny lek, który pomoże wyjść z opresji w razie problemów z żołądkiem (miejscowe specjały tak bardzo różnią się od polskich, że kłopoty są niemal gwarantowane).
Euro – warto pamiętać, że w Turcji będzie trudno wymienić polskie złotówki, dlatego dobrze mieć ze sobą euro, ewentualnie wybierać pieniądze z miejscowych bankomatów (prowizja to kilka procent od wybieranej kwoty).

 

CENY W STAMBULE (stan na 11.2011 r.):
1 lira turecka (TRY)≈1,8 zł
Miejsce w hostelu w pokoju 8-os. 32 zł
Miejsce w hostelu w pokoju 2-os. 47 zł
Butelka wody 0,5 l 2 zł
Wstęp do pałacu Topkapi 36 zł (+27 zł harem)
Wstęp do Hagia Sophia 36 zł
Zapalenie fajki wodnej 24 zł
Pieczone kasztany 100 g 7 zł
Obiad dla 2 osób 40 zł
Herbata 4 zł
Przejazd tramwajem/metrem 3,6 zł
Znaczek pocztowy za granicę 3,6 zł

Share this post