Afrykańskie targowanie – level hard

Niedługo na blogu pojawi się fotorelacja z Maroka. Póki co, niech zapowiedzią będzie artykuł dotyczący targowania się w Afryce.

W wielu miejscach na świecie istnieje zwyczaj targowania się ze sprzedawcami. Ogólnie za tym nie przepadam, ale w Maroku targowanie się osiągnęło poziom hard i było chwilami trudne do zniesienia. Tam po prostu białych turystów traktuje się jak chodzące bankomaty.

W jednej z marokańskich restauracji postanowiliśmy spróbować jakieś danie. Wzięliśmy jedno na 3 osoby (koszt dania to 40 dirhamów), po czym na koniec dostaliśmy rachunek na 120 dirhamów. Od razu zniknął też z knajpy, dziwnym trafem, jedyny mówiący po angielsku kelner (z którym na początku ustalaliśmy cenę), pozostało nam więc porozumiewanie się na migi i przy pomocy karteczek. My na karteczce zapisaliśmy 1 x 40 = 40, co podmieniony kelner od razu przekreślił i napisał 1 x 40 =120. No po prostu komedia. Ustalenia trwały i trwały, robiło się już niemiło. Kelner tłumaczył nam w komiczny sposób, że cena podawana jest za osobę, nie za danie. Skończyło się na tym, że rzuciliśmy 50 dirhamów i wyszliśmy, ale do dziś na wspomnienie tej sytuacji nóż się w kieszeni otwiera.

Innym razem, na jednym z suków (targów) w Marakeszu kupiliśmy lampę. Nie zastanowiliśmy się jednak nad tym, czy zmieści nam się ona do bagażu podręcznego w drodze powrotnej. Po godzinie wróciliśmy z chęcią wymiany lampy na mniejszą, gdyż już wiedzieliśmy, że nie uda nam się jej przewieźć do Polski. Nasze stoisko było zamknięte, ale obok było niemal identyczne i sprzedawca z uśmiechem zgodził się nam pomóc. Kamień z serca – tak nam się wówczas wydawało. Szybko zostaliśmy wyprowadzeni z błędu. Czegokolwiek nie wybraliśmy (nawet lampy trzykrotnie mniejsze), okazywało się, że są one akurat drogocenne, bo zrobione z prawdziwej wielbłądziej skóry. Któregokolwiek modelu byśmy nie wybraliśmy, musielibyśmy dopłacić 200% ceny. No farsa! Gość jeszcze tłumaczył, że jego sąsiad sprzedaje podróbki, podczas gdy on ma wyroby najwyższej jakości. Jasne!

I kolejny przykład afrykańskiej „uczciwości”… Na jednym z przydrożnych stoisk w drodze w góry skusiliśmy się na przepiękne kolorowe minerały. Chyba ze 2 godziny wybieraliśmy okazy i targowaliśmy się ze sprzedawcą, który chętnie opisywał nam kamienie i ich pochodzenie. Mówił też, jak ciężko było mu je zdobyć. Byliśmy tacy dumni z naszych zakupów do momentu, gdy już w Polsce okazało się, że ze ślicznych minerałów schodzi farba. Okazało się więc, że kupiliśmy zwykłe szare kamienie przepięknie przez kogoś udekorowane. Możecie sobie wyobrazić nasze miny i wściekłość.

Maroko

Wskazówki dotyczące targowania:

 –  Ceny możemy zbijać, jak nam się podoba, sprzedawca zawsze może się nie zgodzić na naszą propozycję. Jednak, gdy już zgodzi się na zaproponowaną kwotę, powinniśmy zakupić dany przedmiot. W przeciwnym razie, nasza rezygnacja będzie potraktowana jako wysoce niekulturalne zachowanie i chęć zabawy, podczas gdy dla sprzedawcy to poważny biznes.

 – W restauracjach czy na stoiskach z jedzeniem najlepiej jest płacić za jedzenie z góry. Oczywiście, zazwyczaj sprzedawcy będą się upierać, że opłaty dokonuje się po zjedzeniu dania, ale my od pewnego momentu zawsze stawialiśmy na swoim i płaciliśmy za wszystko na początku. To z pewnością pozwala uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji. Marokańczycy tylko czekają na okazję do zarobienia nadprogramowych pieniędzy i cały czas zastanawiają się, co jeszcze mogliby nam doliczyć do rachunku.

 

 

Share this post